Tak, tak ile razy słyszeliśmy te słowa przy gabinetach zabiegowych lub w szpitalach? Mówią to mamy do swoich dzieci, pielęgniarki do dzieci lub nawet do dorosłych. Po co to robią? By odgonić strach? odprężyć pacjenta? czy może by po prostu poszło szybko i zawołać" następny proszę"?
Nie wiem! nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie:(
Nigdy nie miałam wstrętu do igieł. Jako dziecko na każdą chorobę dostawałam serię zastrzyków z penicyliny. Pamiętam jak pomimo trzymania przez mamę i tatę zdemolowałam gabinet zabiegowy. Wierzgałam nogami wszędzie gdzie się dało aż porozbijałam wszystkie szklane tace w gabinecie by dali mi spokój. Wszyscy w poczekalni patrzyli na mnie jak na rozhisteryzowane dziecko a na moich rodziców jak na jakichś katów:( Nikt nie sądził, że to wszystko nie było spowodowane moim strachem lecz przeraźliwym bólem, który przychodził długo długo po zastrzyku.
Te doświadczenia z dzieciństwa na pewno wzmocniły mnie jeśli chodzi o odczuwanie bólu, ale nie spowodowały, że mój organizm reaguje inaczej.
Byłam wczoraj na badaniach krwi. Nigdy nie miałam z tym problemu, ból też nie był duży ani przy ukłuciu ani przy wyjmowaniu igły, ale to? Coś takiego nigdy mi się nie zrobiło!!!!
Zdjęcia nie oddają tego jak ten podskórny krwiak jest duży i jak boli. A Pani pielęgniarka wyjmując igłę powiedziała do mnie" a cóż to za skwaszona mina?"
Jak sobie o tym pomyślę to krew mnie zalewa ( dosłownie i w przenośni:))
Ręka boli okropnie, palce mi cierpną i nie mogę pracować! Jak mam pracować? jak kartować mapy? skoro ból nie pozwala mi się na niczym skupić?
PS: Ja nie jestem nadwrażliwa, miewam w swoim życiu różniaste siniaki i krwiaki ale takiego po pobieraniu krwi jeszcze nie miałam.